|
Podobac sie przeczytac ten udokumentowac.
piątek, 09 września 2005
marki własne to też marki
Wyborcza dokonała karkołomnej ewolucji usiłując udowodnić, że akcja stowarzyszenia ProMarka jest skierowana przeciw markom własnym hipermarketów. Tomasz Grynkiewicz, Piotr Miączyński, Wielkie sieci handlowe kontra tradycyjne marki, "GW", 28-08-2005 http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,2889406.html A ja myślałem, że ProMarka walczy z konkurencją, która podszywa się pod renomę produktów markowych lub po prostu nie reklamuje się. Marki własne nie są anonimowe. Zresztą marki mniej znane również nie. Po co w takim razie jest ta akcja? Marka nieanonimowa to taka, która ma budżet na reklamę ogólnopolską, jest obecna dłuższy czas na rynku, dba o wizerunek i nie zamierza nagle znikać z rynku. To pasuje jednak do strategii marek własnych hipermarketów, o czym autor artykułu w GW również pisze. Nawet jeśli obecnie marki własne hipermarketów nie są kojarzone z wysoką jakością, przykład z Zachodu (szczególnie Tesco) pokazuje,że tak nie musi być wiecznie. Autor wrzuca do jednego wora marki własne (np. Tesco) oraz marki robione na zlecenie dyskontów czy hipermarketów, które mogą wprowadzać w błąd kupującego co d swej "markowości", np. tanie piwo z niemieckim napisem. Tylko te ostatnie podpadają de facto pod kampanię ProMarki. Artykuł miał być widocznie o markach w hipermarketach i dyskontach, a autorowi rzucił się w oczy billboard i postanowił jakoś włączyć go do artykułu, żeby powiew aktualności zyskać.
środa, 07 września 2005
Super Tusk
Super Tusk Marketing wirusowy trafił nawet do kampanii wyborczej. Młodzieżówka Tuska przygotowała grę z Kandydatem w roli głównej. Gra nawiązuje do "Super Tux" - bardzo zgrabnie to wyszło. To tylko ciekawostka, z którą niewiele osób się zapozna, ale dobrze świadczy o pomysłowości młodych ludzi. Gdyby nie to, że nie gram w żadne gry oprócz "Space Invaders" i pasjansa, pewnie też bym zagrał. Marketing wirusowy to interesujące zjawisko: to forma przekazu informacji, choć niektórym zdaje się, że to również elementy treściowe. Typowy błąd, ale nierzadki w marketingu. Polecam I.Weber, Wirus marketingu w Sieci, "MpK-T", nr 38, 24-02-2004, http://www.marketing-news.pl/theme.php?art=130
piątek, 02 września 2005
Upadek sprzedaży i wzlot public relations
"Nie czytaj gazet. Bądź głupszy" - takie przewrotne hasło wygrało konkurs AMS na plakat promujący czytanie prasy. Konkursowe hasło brzmiało "Bądź mądry, czytaj prasę". Prawda, jaki kreatywny był pan Jerzy Skakun, autor nagrodzonego dzieła? I tak najczęściej na zapomnianych wiatach przystankowych, gdzie zazwyczaj lądują plakaty społeczne, można było zobaczyć plakat Anny Kmity, który wprost nawiązywał do stylistyki GW. Niby że to GW warto czytać. No cóż, konkurs Agory, wiaty Agory, AMS Agory i GW Agory. Żaden plakat nie rzuca na kolana, więc niech chociaż pomaga promować GW... Konkurs został rozstrzygnięty w czerwcu, więc na martwy sezon w reklamie zewnętrznej było co wrzucić na wiaty przystankowe. Teraz nie wiedzieć czemu wiaty stoją puste - dział PR powinien szybko jakiś konkurs urządzić, jeśli dział sprzedaży nie daje rady. Nagrodzonych plakatów tu nie umieszczę, mozna je obejrzeć na stronie galeria.ams.com.pl. Poniżej wyróżniony plakat, który chyba nigdzie nie wisiał (pewnie żeby nie drażnić reklamodawców), ale mi się najbardziej podoba. ![]() Jerzy Rojkowski (ASP Kraków), impas2000.w.interia.pl, ale pozostałe jego prace cieniutkie, oj cieniutkie, myśli tam proste, skojarzenia jak cepy. Ta zresztą też nie grzeszy wyrafinowaniem, ale do mnie, telewizoroholika, przemawia. Nie mam zaufania do komfortu
„Nie tylko wykładziny” billboard pod takim hasłem reklamuje Komfort. Na billboardzie ogromna łysa głowa z wydatnym nosem. Usta przysłonięte panelami, oczy powiększone, ale, co najistotniejsze – źrenice małe. Przy takich rozmiarach oczu, jeszcze podkreślonych wytrzeszczem, źrenice wyglądają na jeszcze mniejsze, niż to wynika z zamiaru twórców reklamy. Co jest źle? Gdy coś nas zainteresuje, źrenice się powiększają. Kiedyś został
przeprowadzany eksperyment, w którym respondentom pokazywano modelkę o
źrenicach normalnych i rozszerzonych. Ta druga budziła większą sympatię, która
przenosiła się na reklamowany produkt. W przypadku reklamy Komfortu nieświadomie
nabieramy dystansu. Brak zaufania do takiej zachęty.
sobota, 27 sierpnia 2005
Medialna smycz
Medialna smycz
Kwiatek z niego: "Zajęte ekranem dzieci nie uczestniczą w kulturze wysokiej, tzn. nie bywają w teatrze, filharmonii"
czwartek, 25 sierpnia 2005
Dla piwoszy
W Gdańsku, nad Motławą, można spotkać takie właśnie drogowskazy. Szalet w barze Fontanna - jak to doskonale pasuje. Lokal wie, czym się reklamować. Jego USP jest właśnie szalet czynny do późnych godzin nocnych. Było to szczególnie ważne dla klientów lokali na wodzie, którzy nie mogli pójść za potrzebą gdzieś pod pokład. Szli do baru Fontanna: ![]() ![]() Po wakacjach
Koniec z obijaniem się, jest po wakacjach, więc pisać znów trzeba. Garść przykładów wakacyjnych reklam (niestety bez zdjęć) W Jastrzębiej Górze promowane były tabletki z węglem przy pomocy plakatów z takimi oto hasłami: "Deska czy deska" - ilustracją była deska surfingowa (albo deskorolka, nie pamiętam, ale na pewno była deska klozetowa) "Rolka czy łyżworolka" - obrazek papieru toaletowego i łyżworolek Niedaleko Łodzi zaś, na trasie z Aleksandrowa w kierunku Turku, stoi sobie szambo metalowe koło drogi i na nim wielkimi czarnymi literami ręcznie wypisany jest adres internetowy www.szamba.pl. To robi wrażenie, takie chłopskie i amatorskie, nieestetyczne dzieło świadczące o internetowym obyciu producenta szamb. Przypominają się jakieś opowiadania Mrożka, np. Wesele w Atomicach - groteska, ale trudno od mieszkańców wsi regionu łódzkiego oczekiwać zmysłu estetycznego. Niestety. Aktualizacja 050902: Okazało się, że www.szamba.pl są rzutkie i tam właśnie niektórzy właściciele gospodarstw agroturystycznych z Bieszczad się zaopatrują, choć nie widzieli reklamy. Niemniej szambo z adresem internetowym też pewnie robi swoje.
środa, 22 czerwca 2005
polski hydraulik
![]() Znakomite wykorzystanie okazji. Francuzi straszyli "polskim hydraulikiem", polskie biuro turystyczne w Paryżu wykorzystało go w promocji. Nie bało się. Kampania ryzykowna, ale doceniona przez Francuzów. Szum medialny zamiast zaszkodzić, może pomóc w promocji naszego kraju, przynajmniej wśród Francuzek. Może odbijemy sobie za przekręcenie zwrotu "Pijany jak Polak", który podobno najpierw był komplementem po ataku na wąwóz pod Somosierrą, gdzie nawet pijani Polacy byli w stanie wygrać potyczkę, której Francuzi się bali panicznie. "Bądźcie pijani jak Polacy" znaczyło bierzcie z nich przykład w boju. No a teraz ten śliczny hydraulik, któremu towarzyszy hasło "Zostaję w Polsce, przyjeżdżajcie licznie". Za Onetem http://info.onet.pl/1117658,12,item.html Biuro ma adres: Office National Polonais de Turisme Gry wchodzą w real - droga pierwsza: wymiana
Sieciowe gry komputerowe tworzą własną subrzeczywistość. Człowiek nie byłby człowiekiem, gdyby poprzestyał jedynie na mo0rdowaniu i poszerzaniu stref wpływów. Jego podstawowym pragnieniem jest wymiana. Jeśli gra umożliwia coś takiego, z miejsca zyskuje w oczach graczy. Co więcej, o ile oburzamy się, jesli ktoś zamorduje kogoś w sposób dokładnie wzięty z gry, to w przypadku gier sprawa nie jest taka prosta. Akceptujemy przejście wymiany z poziomu gry do świata rzeczywistego. Oczywiście trzeba pokonać jeszcze opór firmy - właściciela gry. Na przykład Blizzard od Warctafta i Diablo nie akceptuje takiej wymiany, a Sony nawet przygotowuje specjalną platformę wymiany, żeby mozna było mieniać się gadżetami z gry Everquest II (szczegóły tutaj: PC World i tutaj: Everquest oraz sama testowana platforma, dostępna jedynie dla Amerykanów: Station Exchange). Wracając do morderstw i przemocy w grze. Onet podał wiadomość za BBC o matce, która oskarża producentów gier o nieetyczne postepowanie Gry odebrały jej dziecko. Doprowadziła do wprowadzenia ostrzeżeń na grach i ograniczeń wiekowych w Wielkiej Brytanii. To oczywiście przyciągnie dzieciaki, ale też uświadomi dorosłym, że z pozoru niewinna rozrywka z pokoju dziecinnego może mieć przykre konsekwencje. Człowiek hołduje zasadom wymiany, nie tylko ulega popędowi seksualnemu i dążeniu do władzy. Niemniej jednak wszystkie te aktywności wpisują się w poszukiwanie pogańskich dóbr - przemoc, seks i handel to wszak wynalazki Babilonu. Potępieni będą wszyscy gracze ;-)
wtorek, 21 czerwca 2005
Jackson i granice zachowań
Właściwie powinien nastąpić teraz renesans zainteresowania Michaelem Jacksonem. Potwierdził swój mit wiecznego chłopca (puer aeterus) poprzez gehennę procesu. Fani mają go za wcielenie Piotrusia Pana, co oczywiście jest zamierzoną autokreacją. Być może również dzięki procesowi pojawi się pytanie o granice intymności w kontaktach z nieletnimi, wszak tak ostre traktowanie pedofilii jest wymysłem kultury, w której jest się dzieckiem daleko poza 30 rok życia. Społeczne dorastanie wydłużyło się, prawna zaś dojrzałość pozostała na niezmienionym od lat poziomie. Dawniej czternastolatki wychodziły za mąż, czternastolatkowie zaś prowadzili wojny. Tak samo jak incydenty w Iraku i Guantanamo doprowadziły do usensownienia pytania o stosowanie tortur wobec wroga (sami Amerykanie dyskutują nad tym problemem), podobnie tutaj może być - w końcu jakiś zaczątek społecznej dyskusji nad tym problemem nie tylko z punktu widzenia politycznej poprawności, lecz również - zwyczajów społecznych i nakazów kulturowych. Podobno cały klan Jacksonów stanął murem za Michaelem. W polskim radiu w zeszłym tygodniu przetoczyła się fala przebojów MJ, nawet w Wideotece Dorosłego Człowieka znalazło się miejsce na "Billy Dean". Szabłowska kilka ciepłych słów pod jego adresem wypowiedziała. Na szczęście od tamtego czasu cisza. MJ nie śpiewa (to dobrze), musi się pilnować (drugie dobrze), ale ma wierniejszych fanów, niedalekich od założenia kościoła, jak Elvisowi. ![]() Obraz z posiadłości Jacksona, Nibylandii, wykorzystywany podczas procesu. Zatoichi i trendy
Właśnie obejrzałem Zatoichiego. Krew sika strumieniami, hazard jest ulubioną rozrywką i nic nie jest tym, czym ma być. Kłamią. Żebrak przygarnięty przez "arendarza" to groźny szef gangu, gejsza to facet szukający zemsty za wymordowanie rodziny, a sam ślepy samuraj świetnie widzi. Tylko udaje, bo ślepcy mają wyostrzone zmysły. Nawet przygłupi syn sąsiadów udaje samuraja. Wszystko jest fałszywe w tym filmie, nawet śmierć w strugach krwi nie wygląda naturalnie. Może to klucz do tamtej kultury - gra pozorów i niepotrzebne okrucieństwo. Świat namiastek i krwawych gier i umiłowania hazardu. Tokio jest miastem narodzin nowych trendów, więc warto próbować "ich" zrozumieć. Chociaż to zadanie karkołomne. Gdzieś można było przeczytać, że reszta świata jest 2 lata do tyłu za trendami ulicy Tokio, 28 milionowej metropolii. A ślepy samuraj mówi nam, żeby nie wierzyć na pierwszy rzut oka, żeby śledzić ich poczynania, bo nawet gdy się stroją, to kłamią. ![]()
poniedziałek, 20 czerwca 2005
Zasłyszane na Floriańskiej
Mama odchodząc od stoiska warzywnego mówi do ok. 4-letniego synka: - Nie ma arbuzów, poziomki nie wyglądają ładnie... - Chodź do McDonaldsa - chcesz frytki? A nieopodal jakaś dziewczyna katowała rozstrojoną gitarę i "pukała do nieba bram" tak przeraźliwie fałszując, że nawet ja z tym uchem, co go stado słoni zdeptało, rozpoznałem braki wokalne owej pannicy. Dziewczynka i kurwa
Reklama volkswagena "Bollocks". Reklama jest stonowana, spokojna, z miłą muzyką, a kontrastem jest mała dziewczynka, która gdy napotka jakieś trudności w świecie, klnie. Zamknięty sklep - mała mówi "bollocks" (to tak, jakby powiedziała po polsku "kurwa" albo "cholera"). Zabrakło papieru toaletowego w łazience - "kurwa", nie może dostać się do ciastek, lód jej spadł z wafelka - "kurwa". ![]() Na koniec znajduje osobę, która rozumie jej postawę. Pracownik stacji benzynowej wlewa benzynę do vw zamiast oleju. - Kurwa - mówi i łapie się za głowę. "Nie zapomnij, że to diesel" - Hasło reklamy. Bardzo pomysłowe przekazanie racjonalnego komunikatu-ostrzeżenia. Angażuje pamięć epizodyczną, odpowiedzialną za pamiętanie wydarzeń. Wydarzenia zaś takie jak to konstytuują nasze doświadczenie. Zazwyczaj dzieje się tak z naszym własnym doświadczeniem (np. dziecko, które raz się sparzy gorącym przedmiotem, pamięta to zdarzenie na zawsze i raczej uważa podczas następnych kontaktów z gorącymi przedmiotami). Tu funkcję utrwalacza pełni humor wynikający z kontrastu między małą dziewczynką, a "mięchem" płynacym z jej ust. Pokazuje też sytuacje, w których uzasadnione jest takie "bollocks". Tak samo, jak "bamboocha" z ostatniej kampanii Fanty. Z dwojga złego, ta reklama reprezentuje przynajmniej jakiś smak. "Bamboocha" zupełnie nie. Co ciekawe, ta reklama vw była w telewizji w zeszłym roku poza Polską. Widocznie "bollocks" znaczy bardziej "cholera" niż "kurwa". Coś jest na rzeczy, że firmy decydują się na wysmakowane filmiki bez nadmiaru informacji. Budują wizerunek marki, nie chcą informować o najnowszej ofercie. No ale wInternecie taki spot żyje długo, a tu przekaz ma za zadanie wymusić na użytkownikach vw wlewanie odpowiedniego paliwa. Widocznie to musiał być problem, skoro powstała ta ładna reklamka. link do pliku: http://www.lookatentertainment.com/nneu231nd1zd823/vids/v-690.mov
wtorek, 24 maja 2005
Heyah odblokuje simlocki
Puls Biznesu poinformował o nowej akcji Heyah: http://biznes.onet.pl/1,1229953,prasa.html Odblokuje simlocki z aparatów, co to "leżą w szufladach", także z Ery i Heyah. Podobno w zgodzie z prawem, natomiast bardzo to zdenerwowalo pozostałych operatorów. Cieszy zapewne złodziei, to w końcu jakaś oszczędność.Walka jest tak ostra, że każde chwyty dozwolone. Niby promocja cieszy, bo obniży próg korzystania z telefonów, ale świadomość, że teraz jak mi jakis dres ukradnie aparat, to sobie za darmo go przerobi za "oświadczenie o legalnym nabyciu", nie pozwala mi docenić takiego gestu. Zresztą, Heyah jest dla młodzieży, ktora jest chyba bardziej wyrozumiała na "krojenie komórek". Odżywka jak narkotyk
Wczoraj na Onecie i w Gazecie duża promocja preparatu wzmacniajacego Speed 8. To znaczy, oba te serwisy podają za Życiem Warszawy news o wycofywaniu preparatu z aptek. Dla tych, co jeszcze nie wiedzieli. Preparat podobno działa jak amfetamina, a dostępny jest bez recepty w każdej aptece. Właśnie jest z nich wycofywany, gdyż może być niebezpieczny. Onet jeszcze przed południem wykasował nazwę preparatu z artykułu, Gazeta nie była tak powściągliwa: http://info.onet.pl/1101769,11,item.html http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2724855.html Wspaniała okazja dcla wszystkich, którzy o preparacie nic nie wiedzieli. Nie widziałem kolejek przed aptekami, jednak możmna przypuszczać, że jeszcze długo zpaasy preparatu będą dostępne na rynku "mniej oficjalnym". O ile prawdą jest to, co piszą o tym specyfiku. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi marketingowe pl
Cyberkultura
|